Kilka epizodów z Biegu Rzeźnika Ultra 161 km (16-17.06.2017): dystans, na którym ludzie wygrywają z końmiMotto (moje własne):W biegach ultra jedynie pierwsze 70 km biegnie się siłą mięśni.Resztę pokonuje się siłą umysłu.Dlatego uwielbiam biegi ultra, szczególnie gdy jestem już za 70. km.0 km, Cisna, godz. 0:01, piątek. Mirek Bieniecki, dyrektor biegu, tradycyjnie strzela z dwururki dając sygnał do startu. Tak zaczyna się też stumilowy Western States Endurance Run (chociaż strzela ktoś inny), jeden z najsłynniejszych i najstarszych ultramaratonów na świecie, na którym początkowo ścigali się jeźdźcy na koniach; z czasem człowiek okazał się na tej trasie szybszy od konia, który nie jest w stanie biec bez przerwy. Wbrew wcześniejszym planom taktycznym ulegam emocjom startowym i biegnę wraz z innymi w tempie 5'30'' na km, stanowczo za szybko jak na dystans 161 km, który mam przed sobą. Na szczęście po 3 km kończy się asfalt i zaczynam poruszać się swoim tempem.37 km, godz. 5:20. Mamy tu najbardziej luksusowy punkt żywieniowy na całej trasie – wbiegamy jednymi drzwiami do luksusowego hotelu Skalny w Polańczyku, gdzie czeka na nas szwedzki stół, z którego porywam jajecznicę, pasztet i twaróg, po czym zgodnie ze strzałkami wybiegamy innymi drzwiami dla uniknięcia kolizji.45 km, godz. 6:30. Do tej pory mam dobre tempo, dużo lepsze od tego, które zakładałem, co mnie zresztą nieco niepokoi, gdyż muszę wytrzymać jeszcze prawie 120 km. W pewnej chwili ścieżkę zagradza w poprzek potężne drzewo. W czasie jego forsowania nadziewam się twarzą na ostrą, ułamaną gałąź, która przebija mi skórę opierając się o kość policzkową. Czuję jak krew spływa mi po twarzy. Na punkcie na 65. km chcą mnie zdjąć z trasy, ale jedna z wolontariuszek obmywa mi mokrą chustką twarz i okazuje …
• • •