Dlaczego warto pojechać na Lofoty,choć są one w sumie mało atrakcyjnymrejonem wspinaczkowym?(2 czerwca - 25 czerwca 2005)Niniejszy tekst stanowi dla mnie rozliczenie ze wspomnieniami niedawnego wyjazdu w "egzotyczne" rejony północnej Norwegii. Lofoty to archipelag wysp i wysepek o łącznej powierzchni 1227 km2, położonych na wysokości Narviku, czyli daleko za kołem polarnym północnym. Jednym słowem koniec świata, z Łodzi prawie 3000 km. Najwygodniejszy sposób dotarcia na wyspy to z pewnością podróż samochodem. Najbardziej ekonomiczną alternatywą w tym przypadku jest rejs promem relacji Gdańsk-Nynasham, a następie podróż na północ wzdłuż zachodnich wybrzeży Bałtyku, lub trasą E6 biegnącą w Norwegii wzdłuż wybrzeży Morza Norweskiego. Ta druga opcja, ze względu na zapierające dech w piesiach widoki, jest zdecydowanie przez nas polecana. Trzeba się jednak przygotować na wiele godzin spędzonych w aucie. Norwegia znana jest z drogich mandatów, o czym dane nam było przekonać się na własnej skórze. Naprawdę warto często spoglądać gdzie znajduje się wskazówka naszego prędkościomierza. Na drogach "szybkiego" ruchu obowiązuje ograniczenie do 80km/h. My pozwoliliśmy sobie przekroczyć tą wartość o około 40km/h i zmieściliśmy się w widełkach: 12000koron (6000 PLN) + zarekwirowanie prawa jazdy kierowcy na okres 3 m-cy. Na szczęcie, choć miejscowi policjanci nie znali pojęcia łapówka, byli otwarci na rozsądne negocjacje i zmniejszyli koszty naszych rajdowych wybryków do zaledwie 2000 złotych. Wracając jednak do tematu. Dla niezmotoryzowanych dobrą alternatywą dostania się na wyspy może być podróż samolotem. Otóż okazuje się, że Norwegia ma stosunkowo tanie "tanie linie lotnicze" - www.norwegian.no. Latają oni z Krakowa do Oslo, a stamtąd do Narviku, skąd można już próbować przedostać się na Lofoty za pośrednictwem stopa i promów. Jedynym mankamentem takiej podróży są ograniczenia w ilości bagażu jaki można zabrać na pokład samolotu, a przydałoby …
• • •