„Montserrat to najlepszy rejon wspinaczkowy na świecie!”
19 grudnia 2013 01:53

"Montserrat to najlepszy rejon wspinaczkowy na świecie!”2-16 luty 2013Siedziałyśmy w bezprzedziałowym Interregio z Łodzi do Krakowa przeglądając przewodnik wspinaczkowy po katalońskim Montserracie. Dwa grube tomy z trudem mieszczące się w plecaku przygotowanym na bagaż podręczny (25/55/30) pobudzały moją wyobraźnię skutecznie zagłuszając nieśmiały głos intuicji delikatnie sugerujący ich całkowitą nieprzydatność podczas nadchodzącego wyjazdu.Nie minął miesiąc od powrotu z poprzedniego wyjazdu, a miałyśmy już kupione bilety do Girony i z powrotem. Najoszczędniej: bez priority boarding, bez miejsc przy emergency exit, bez wynajęcia samochodu w pakiecie i co gorsza bez zakupu walizki w promocyjnej cenie.Szybka akcja na uczelni uwieńczona zaliczonym semestrem dodatkowo zmotywowała mnie do zaplanowania kolejnego wyjazdu, a wybór padł na górujący nad okolicami Barcelony Montserrat. Jak miałam się wkrótce przekonać, słowo „zaplanowanie” było w tej sytuacji poważnym i brzemiennym w skutki nadużyciem.Samolot z Krakowa wystartował podejrzanie punktualnie, bez najmniejszych zakłóceń równie punktualnie wylądował w porcie docelowym. Potem szybka przesiadka na autobus do Barcelony, gdzie miało zacząć się kombinowanie. Z kilkoma nieistotnymi problemami dotarłyśmy pod wieczór do dolnej stacji kolejki, nad którą wysoko wznosił się imponujący wielkimi skalnymi ścianami Montserrat.Wsiadając do cremallery (zielonej kolejki, na dźwięk nazwy której jeszcze długo nerwowo rozglądałyśmy się dookoła) cieszyłyśmy się, że dotarłyśmy na miejsce, że już niedługo rozłożymy namiot w pięknych okolicznościach przyrody, wejdziemy do ciepłych śpiworów i pełne optymizmu pójdziemy spać. Namiot okazał się zbędny, nie tylko tej nocy ale przez cały wyjazd. Śpiwory okazały się niewystarczająco ciepłe jak na temperatury jakimi rozpieszczał nas Montserrat. Coś się jednak zgadzało. Optymizm. Tylko on został z nami prawie do końca wycieczki.W momencie kiedy wysiadłyśmy z cremallery, naszym oczom ukazały się sięgające do nieba zabudowania klasztorne. Zimny wiatr zacinał prosto w twarz, czterdzieści parę kilogramów bagażu ciążyło niemiłosiernie, …

• • •
Drugi sezon wspinaczkowy Kasi Makasewicz
16 grudnia 2013 18:49

Kilka chwil, czyli mój drugi sezon wspinaczkowy25 marca 2012, 22:15, okolice MargalefuJest ciemno, od pół godziny pędzimy krętymi uliczkami z przerażającą szybkością dzięki uprzejmości pewnego lokalsa, który zabrał nas ze środka ulicy we Flixie. Naukę hiszpańskiego mam zacząć od jutra, a jako że nasz wybawca nie mówi po angielsku – nie jesteśmy w stanie wyrazić naszej wdzięczności. Po całym dniu podróży, szaleńcza jazda budzi we mnie uśpioną od kilku lat chorobę lokomocyjną. Czuję się coraz gorzej i jedyna rzecz, która mogłaby poprawić moje samopoczucie to porządny haft. Nie byłoby to jednak oznaką wdzięczności dla naszego lokalsa. Koncentruję się i trzymam żołądek na wodzy.31 marca 2012, Margalef, sektor el ToboganPo raz czwarty idę zdjąć ekspresy z Italo Cavillo 6c. Strasznie dużo się dziś wspinałam i nie mam już w ogóle siły. Na dodatek el Tobogan jest przez cały dzień w pełnym słońcu. To jedno z wielu niedociągnięć organizacyjnych naszego wyjazdu. Całkiem bez wiary pokonuję 30 metrów i już jestem przy stanowisku skąd rozciąga się niepowtarzalny widok na całą dolinę. Słońce zachodzi za wzgórza, wpinam się do łańcucha mojej pierwszej drogi w tych trudnościach i jedynym szczegółem psującym tę piękną chwilę jest fakt, że bardzo, bardzo chce mi się wymiotować.15 kwietnia 2012, …

• • •
Mistrzostwa w Czechach
14 grudnia 2013 22:59

Relacja Olgi Kosek z międzynarodowych mistrzostw Czech w drytoolingu w Brnie (7.12.2013 r.) Niedziela 08.12.2013 Kraków, 13:00 — ... hasło: tańczące pająki. — Jaja sobie robisz? — Zaraz sprawdzimy, czy robi... Dzień dobry, my na Krakowski Festiwal Górski, hasło: tańczące pająki... Szlaban się uniósł. Absurd tej sytuacji obudził do życia zwłoki znajdujące się w aucie. A jeszcze rano byliśmy w Brnie... (...) Piątek, 06.12.2013 Kraków, 14:00 SMS z pociągu: „Jest zerwana trakcja przed Krakowem. Wejdź na stronę PKP i sprawdź”. Wchodzę, sprawdzam. Pociągi jadące z centralnej Polski do Krakowa mają po 100 – 150 min opóźnienia. Wiatr przewrócił drzewo, trakcja zerwana. Szlag by to. — Może opłacałoby nam się po …

• • •
8c pasujące do obwodu
13 grudnia 2013 02:19

Piotr Żuchowski w poszukiwaniu 8c idealnie pasującego do obwodu(X 2013)Po całodniowym pakowaniu auta, sprzątaniu mieszkania, ostatnich zakupach, udaje się nam (mnie, Bezmiarowi Sprawiedliwości i Hipsterowi) wyruszyć o osiemnastej w piątek 17 października 2013 r. Cel wyjazdu – Hiszpania: „W poszukiwaniu 8c idealnie pasującego do obwodu”. Co prawda przyznająca dofinansowania Szacowna Komisja AKG „podrasowała” nieco projekt do „8c idealnie pasujące do obwodu”, jak się jednak okazało Nieubłagana Kolej Rzeczy nie dała się nabrać na te tanie retoryczne sztuczki i mając wobec mnie odmienne plany spowodowała, że wyjazd pozostał w sferze poszukiwania i to raczej w wymiarze logistycznym, o czym poniżej. Już we Francji witają nas temperatury w okolicach 25 stopni, zapowiada …

• • •
Tre Cime di Lavaredo (VII/VIII 2013)
7 grudnia 2013 02:15

Pod koniec lipca wraz z Michałem Kurowskim wybraliśmy się pod Tre Cime di Lavaredo.Dotarliśmy tam poniedziałkowym wieczorem 29 lipca. Przetransportowaliśmy rzeczy pod super miejsce biwakowe niedaleko kapliczki i byliśmy gotowi do działania następnego dnia.Widok z bazy. Od lewej: Cima Piccola, Punta di Frida, Cima PiccolissimaNa początek postanowiliśmy wybrać coś łatwiejszego, padło na drogę Cassina na Cima Piccolissima. Drogę przeszliśmy bez problemów, ale już było wiadomo, że wykonanie założonego planu nie będzie łatwe. Siódemki minus okazały się trudniejsze niż myśleliśmy. Mój lipcowy wyjazd na Grenlandię i niewielka ilość wspinania negatywnie wpłynęły na formę. Także Michał czuł braki ze względu na niewielką ilość wspinania przed wyjazdem. Tu nastąpiła zmiana planów i Filar Wiewiórek przesunęliśmy na później, żeby trochę powspinać się w łatwiejszym terenie. Wybraliśmy drogę Comici-Dimai na Cima Grande. Drogę zrobiliśmy OS do półek zejściowych, czekając w sumie 3 godziny w kolejkach. Próbowaliśmy wbić się jeszcze na szczyt, ale zapych, późna pora, brak znajomości terenu zejściowego zadecydowały o odwrocie. Było to nasze pierwsze zejście z Cima Grande i obyło się bez błądzenia - dzięki przewodnikowi, za którym szliśmy.Nadszedł czas na spróbowanie czegoś z naszych planowych dróg. Filar Wiewiórek na Cima Ovest – super droga, start z kolejkami ze względu na wspólny początek …

• • •
Szwajcarsko - włoski miszmasz
21 listopada 2013 21:01

Szwajcarsko-włoski miszmasz łódzko-bydgoskiego teamu(VII 2013) Zapraszamy do zapoznania się z relacją Janka Cłapińskiego z wakacyjnej działalności w Ratikonie (Szwajcaria) oraz Dolomitach (Włochy). Uwaga: tylko dla czytelników o wyjątkowo mocnych nerwach. ;-) (przyp. P.Pustelnik) --------- Od 18 do 28 lipca 2013 razem z Łukaszem Deręgowskim (Centrum Wspinaczkowe Spider w Bydgoszczy) działaliśmy górsko w Szwajcarii w Alpach Retyckich i we Włoszech w Dolomitach. Oto kalendarium naszego wyjazdu. 18.07.2013 Około godziny 9 rano wyjeżdżamy z Łodzi. Nawijka nastawiona na Ratikon, samochód zalany do pełna, wszystko spakowane, zatem nie pozostaje nic innego jak rozkoszować się polskimi eurodrogami przez najbliższe kilka godzin. Pech chciał, że niecałe 20km dalej nasz samochód odmówił posłuszeństwa i po prostu zatrzymał się w miejscu. Okazało się, że pękł napinacz paska alternatora. Przymusowa wizyta u lokalnego mechanika na szczęście nie trwała długo i po dwóch godzinach kontynuowaliśmy dwudziestoparogodzinną podróż. Szwajcaria wita nas kiepską informacją o przechodzącej dzień wcześniej ulewie, która zmyła drogę prowadzącą do Ratikonu. Faktycznie kilka kilometrów dalej ekipa naprawiająca drogę informuje nas o jej nieprzejezdności. Kilka godzin później, po przymusowym marszu z naszym dobytkiem lądujemy na parkingu, na którym trzech Niemców suszy sprzęt po przejściu ulewy.Dalszą drogę kontynuujemy z buta Rozgrzani targaniem naszego żelastwa i nakręceni głodem wspinaczki nie tracimy czasu i od razu ruszamy na pierwszy cel wspinaczki - Kamala (7a, 300m). Pierwszy wyciąg za 6c prowadzę OS, choć wspinanie w ogóle nie przypomina tego co oferuje nasza Jura. Brak chwytów i stopni rekompensuje naprawdę dobre tarcie. Drugi, rajbungowy wyciąg 7a przypada Łukaszowi, który urabia go również OS. Niestety kończy w deszczu i zmuszeni jesteśmy do odwrotu. Do namiotu dochodzimy chwilę przed tym jak zbliżający się mordor daje o sobie znać waląc w nas gradem i ulewą (oby …

• • •
Mistrzostwa Słowacji
19 listopada 2013 12:20

Mistrzostwa Słowacji w Drytoolingu - relacja Olgi Kosek(16.11.2013)O drytolowych zawodach w Bratysławie przeczytałam jakieś dwa tygodnie temu i od razu przyszło mi do głowy: „Czemu nie?”. Z początku chętnych polaków było 6, ostatecznie pojechaliśmy w trójkę: ja, Jędrek Jabłoński (KW Warszawa) i Damian Granowski (KW Kraków, drytooling.com.pl, GÓRY). Umówiliśmy się w Krakowie w piątkowe po południe skąd zabrało nas auto z kierowcą w stronę Słowacji. W sobotę rano udaliśmy się na podbój lezeckej steny K2. Rejestracja, wyskoczenie z 12 euro za start i mogliśmy już na spokojnie obejrzeć ścianę – a było co oglądać.Lezecka Stena K2 Drogi eliminacyjne znajdowały się na piętrze w kąciku drytoolowym. O 9:30 zaczęła się prezentacja …

• • •
Krótki raport z letniej działalności w skałkach '13
22 października 2013 13:36

Tegoroczne lato wykorzystaliśmy z Elą na wspinanie w najbliższej okolicy. Oprócz standardowych wypadów pod Kraków i weekendów spędzonych na jurze północnej udało nam się kilka razy wyskoczyć na Franken. Były to przeważnie krótkie nieplanowane akcje i ciężko tu mówić o jakiejkolwiek konsekwencji. Zwłaszcza, że sezon należał do wyjątkowo upalnych.Po powrocie z Hiszpanii w ramach oswajania się z jurajskimi wapieniami wspinaliśmy się trochę na Podzamczu. Tutaj Ela uzbierała całkiem spory zestaw dróg w okolicach VI.3, mnie natomiast udało się poprowadzić nowość przecinającą okazałe przewieszenie Suchego Połcia – Soczysty sprint VI.7.Mateusz na drodze Hattori Hanzo 11-/11; fot.Ela MiśkiewiczPierwsze, kilkudniowe wypady do ulubionej Frankenjury postanowiliśmy spędzić w okolicach Pottenstein. Mimo dobrej znajomości tutejszej …

• • •
Robokop Kanfor Atest Biznes w kadrze Satori Druk
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Polityka prywatności.